Nasi drodzy, kochani, ulubieni!
Jestesmy znow na nizinach! Nowy, piekny, wyjatkowy i oplacony meczarniami zachwyt na gorze!! Pisco 5752mnpm lub podobna wysoka liczba w zaleznosci od ilosci napadanego sniego;)Duuuzo metrow karmienia oczu, pogoda przecudna, wspaniale sniezne i lodowe formacje, ale tez nowe siniaki, bole miesni, stawow, kosci, odmrozone nosy, spalone poliki... jedna rekawiczka pozostawiona w szczelinie, jedna sruba lodowa pozostawiona... wlasnie, gdzie pozostawiona? (gora nieraz wymaga symbolicznej zaplaty, ale czym jest rekawiczka i sruba wobec rozmiekczen serca w drodze i na szczycie) wrazenia i nowe doswiadczenia, nowe rady na przyszlosc:
1. Jezeli jest oboz pierwszy - campo base oraz oboz wyzszy - campo morreno istnieje mozliwosc, ze ten drugi moze sie nadac. To, ze akurat straaaaaasznie nie chce sie do niego isc nie oznacza, ze isc sie nie powinno.
2. Jezeli juz sie idzie z obozu pierwszego prosto na szczyt... przez pagorki, skaly, piaszczyste sciany (autentycznie pustynia w pionie! uuufff) ... moze warto rozwazyc buty trekkingowe na podejscie, a nie od razu w skorupach:) (tyle ze straaaaaaaasznie sie nie chcialo skorup w plecaku dziwgac...)
3. Nalezy wsluchac sie uwaznie w glos zoladka, moj mowil przez droge na Pisco tak: Aagaaaaa, reszta kolacji z poprzedniego dnia, paczka ciastek i marmolada na sniadanie o polnocy, rodzynki i suszone sliwki, kolejna paczka ciastek na droge to nie to!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
4. Izus! Do toalety idzie sie zanim sie zalozy uprzaz, ochraniacze, raki oraz line!!!!!!
5. Nawet jesli czegos straaaaasznie sie nie chce, nieraz trzeba!!
A przy okazji tego jeszcze swiezego rozczulenia pozwole sobie mimo wrodzonej oschlosci i problemow z okazywaniem uczuc powiedziec, ze jak sie tak idzie przez te dluuugie godziny, noca, porankiem, dniem, jak sie tak stawia kroki powoli miarowo, bardzo duzo sie mysli, o zyciu, o Was, kazdego przemyslalam z 3 razy podczas tych tutaj wspinaczek i pozwole sobie napisac, ze nie ma nic bardziej rozgrzewajacego jak mysl o domu, rodzinie, przyjaciolach, krewnych, znajomych, blizszych, dalszych, dluzszych, krotszych i o roznym stopniu intensywnosci, do ktorych mimo radosci tutaj niezmierzonej wrocimy nigdy chetniej!!
środa, 17 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz