
Pierwszy cel - Urus Este. Zdobywany 4 dnia po przybyciu do Peru - ze slaba aklimatyzacja, metry wlokly sie niczym ostatnie godziny w pracy przed dlugim weekendem...;)

Na moich zdjeciach jest tylko Aga. I odwrotnie. Tutaj - nareszcie na szczycie, za chwile nastapi zasluzona herbatka i ciacha.

Najmniej przyjemna czesc czyli mozolne posuwanie sie w dol. Przerywane okrzykami "Czekaj, zdjecie!"

Panorama po drodze na Ishince.

Poczatek koncowki - te figurki na horyzoncie to my za niedlugo.

Przebijanie sie przez penitentes (w ktorych podobno nie ma szczelin;)

Ostatnich kilkadziesiat metrow przed szczytem jest bardzo strome, zdobywalysmy je w stylu "5 krokow, stop-oddech, 5 krokow, stop-oddech"

Szczeliny szczerzyly sie nieszczerze.....

.... ale nie dalysmy sie nabrac!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz