Herbata na szczytach. Widoki ze szczytow. Szczyty.
Pierwsze promienie slonca (palce zamiast odmarzac zaczynaly skwierczec).
Prysznic polegajacy na polewaniu sie woda z miski (jedyne 3 dolary od glowy).
Niespodzianka w postaci gory owocow i innych pysznosci, czekajaca na nas w namiocie po zejsciu z Ishinki (prezent z pozdrowieniami z Meksyku).
Gorace winko w schronisku ("Wy pewnie z Europy? U nas pije sie zimne! hahah). A potem probowali po kolei...;)
Transport do cywilizacji po 14-godzinnym marszu.
środa, 10 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Podobno kwestia winka jest niejasna. Spiesze z tlumaczeniem. Nasze rozchichotane poludniowoamerykansko-hiszpansko-kanaryjskie towarzystwo najpierw obsmialo grzane winko, a nastepnie zaczelo go probowac jeden po drugim, zeby stwierdzic co w nim takiego dobrego.
Prześlij komentarz