Jestesmy na dole, cale i zdrowe. Rzeczywiscie mialysmy pogodowo wiele szczescia, w lipcu deszcz i piekny wrzesien! Moglysmy dluzej zostac w Huaraz, wykorzystac sprzyjajaca aure, naturalnie za kazdym razem z zachowaniem wszelkich zasad ostroznosci i postanowieniem, ze ruszamy o ile pogoda bedzie dobra i idziemy tak daleko, na ile pozwola warunki! Pozwolily :-)
Pogodowe szczescie nie zawiodlo nas ani razu, kazdego dnia szczytowego sloneczna pogoda dodawala otuchy! Co nie zawsze sprawdzalo sie w dni odpoczynkow :-( Jak na przyklad pare dni temu, po zejsciu z Vallunajaru:
Budzimy sie rano, nosa z namiotu wystawic sie nie chce, w nocy sen mialysmy zreszta niespokojny poniewaz krowy zjadaly nam smieci, nie dosc, ze halasowaly, to jeszcze istnialo zagrozenie, ze zabiora sie za namiot! Wystawiamy jednak nosy, a tam... snieg! (Podejrzewamy, ze to wina spozytej przed snem pomaranczy - bozonarodzeniowego zapachu i nastroju) W kazdym razie - snieg! Akurat w dzien, ktory przeznaczylysmy sobie na odpoczynkowe wygrzewanie sie w andyjskim sloncu!
Na szczescie mija godzinka, slonce dociera na nasz skrawek polany... grzeje... grzeje... i chwile pozniej wprost z puchowych kurtek przebieramy sie w krotkie spodenki... i nadal nam goraco!
Szalone krowy, szalony klimat.
Wiecej wiesci i kolejne zdjecia sniegu po sniadaniu!
czwartek, 25 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz